Rozdział 1
-El, daj zadanie.-powiedział rozkazującym tonem.
-Nie.-odpowiedziała dziewczyna równie stanowczo.
Jack wiedział, że kłotnia nie będzie sensowna, bo przez to będzie miał jeszcze więcej kłopotów. Usiadł na swoim miejscu przed Elsą. Kątem oka przypatrywał się jej i kiedy zauważył, że się odwróciła, zabrał jej zeszyt. Otworzył na odpowiedniej stronie i zaczął przepisywać zmieniając kilka zdań. Po kilku minutach nauczyciel zaczął chodzić po klasie i sprawdzać zadania. Elsa wpadła w lekką panike nie mogąc znaleść zeszytu. Gdy Jack stwierdził, że wystarczająco przepisał odwrócił się do jasnowłosej dziewczyny kładąc jej zeszyt pod nosem.
-Nie panikuj mała-powiedział puszczając jej oczko. Elsa zmierzyła go pogardliwym wzrokiem, nic jednak nie mówiąc, ponieważ nauczyciel zdążył już do nich podejść.
Chłopak idzie pewnie po niebezpiecznej dzielnicy. Podszedł do jednego z budynków i zapukał w zniszczone drzwi. Od razu otworzyły się i przed Jackiem ukazał się starszy o kilka lat mężczyzna. Oglądając się dokoła dał Jackowi kilka woreczków z białym proszkiem i tabletkami.
Czarnowłosy chłopiec stał oparty o ścianę tunelu czekając na swoich klientów. Spędził tak godzinę zarabiając w ten sposób pieniądze. Gdy wracał do domu, nadal miał w kieszeni kilka gram, które zostawił dla siebie. Po 30 minutach dotarł do starego budynku. Otworzył drzwi wejściowe ze zniszczonym zamkiem. Wchodząc po schodach spotkał starszego mężczyznę, ktory niósł talerz z jedzeniem. Był to jego sąsiad, który był właścicielem budynku. Nazywał się Ben i mieszkał na ostatnim pietrze razem ze swoją córką, jej mężem i dziećmi. Zawsze przynosił Jackowi obiad i dbał o niego jak o własne dziecko. Gdy widział, że Jack jest w gorszym stanie finansowym niż zazwyczaj dawał mu też pieniądze. Wiedział o Jacku bardzo dużo,ponieważ chłopak często mu się zwierzał. Był jedyną osobą, która znała jego cała historię.
-Przyniosłem ci obiad-powiedział podając mu talerz. Jack wymamrotał podziękowanie i otworzył drzwi swojego mieszkania. Starszy właściciel wszedł za Jackiem. Wspólnie usiedli na starej kanapie. Dokoła walały się jego ubrania i stare puszki po alkocholu i energetykach. Wszedzie było brudno i było mało miejsca.
-Jak ci minął dzień-zapytał Ben rozglądając się po małym mieszkaniu.
-Ujdzie. Codziennie jest tak samo, po co się pytasz-odpowiedział. Pomimo, że była między nimi duża przepaść wiekowa, to mówili do siebie po imieniu i mieli do siebie dużo zaufania.
-Bo może kiedyś nagle coś się zmieni.
Jack tylko przewrócił oczami i to zignorował. Dla uzależnionego i porzuconego dzieciaka nigdy nie będzie lepiej.
Komentarze
Prześlij komentarz